Log in

 

Trampek, Trampolini, Trampuś – moja Honda Transalp. Moje ukochane dziecko – oczekiwane dokładnie dziewięć miesięcy i urodzone w bólach niemalże...

Bo wszystko zaczęło się od pogrzebu.


M. z klubu Transalp Polska mieszkał i zginął w mojej okolicy. To było jak gra w „oczko” - do jego poznania zabrakło mi dokładnie 21 godzin. Na pogrzebie pojawiło się grono przyjaciół… Na Transalpach głównie… Ja na Hondzie CM 250 Custom z 1982 r… Potem było logowanie na forum. Rozmowy. Spotkania. Dziewięć miesięcy trwała indoktrynacja trampkarzy i urabianie mnie do zmiany motocykla. „Tym możesz po bułki jeździć”, mówili o Hondzi, a me serce krwawiło... „To ma dać Ci wolność” – przekonywali do Trampka, a ja się bałam, że za wielki, za mocny... Podstępnie wsadzali mnie to na Transalpa, to na Afrykę Twin i kazali jeździć…

 Latem 2008 nadarzyła się okazja – kolega przesiadł się na Królową i zaoferował sprzedaż Transalpa na… raty… Ciśnienie ze strony kumpli było już nie do wytrzymania. Spłukana na letnie wyjazdy, pomyślałam, że jakoś zniosę te pięć rat od września – w końcu po wakacjach znowu zacznę zarabiać:)


Najpierw odbyłam jazdę próbną: z Wrocławia do Sobótki, w asyście właściciela i innego forumowicza. To była gwarancja jakości – forumowicz nie sprzeda innemu forumowiczowi byle czego – mogłam kupować motocykl w ciemno… Decydujący parametr, czyli kolor, był zadowalający więc wyraziłam chęć kupna, po czym… wyjechałam na wakacje… Dopiero po trzech tygodniach od jazdy próbnej sfinalizowałam zakup.

I stało się – od 5 sierpnia 2008 jestem posiadaczką Hondy Transalp XL 600V PD06, rocznik 1993. Malowanie: dół srebrny; góra fiolet, kasztan, purpura; pasy i dodatki srebrne; obręcze kół złote; siedzenie czarne; osłony rąk białe… Cudo…

Przez dwa miesiące przelatałam na Trampim ponad 7000 km, głównie wokół komina. Obecnie jego przebieg wynosi 63950 km. Podczas mojego użytkowania padł jedynie ślimak prędkościomierza. Motocykl w momencie kupna wyposażony był w gmole, grzane manetki i wysoką szybę turystyczną, którą, niestety, rozbiłam o drzewo, które mnie zaatakowało na leśnej drodze. Została wymieniona na oryginalną niską – wygląda szpetnie i jak tylko będzie okazja, natychmiast ją wymienię… Ponadto dokupiłam kufer centralny GIVI z płytą, mocowanie do rolki bagażowej Moto Detail, stelaże boczne i dwa worki Hein Gericke – wszystko z myślą o dłuższych podróżach.

Na sezon 2009 wymieniam napęd, klocki hamulcowe przednie i tylne, łożysko główki ramy, olej i filtr, olej w lagach i płyn hamulcowy, zleciłam też synchronizację i czyszczenie gaźników, regulację zaworów oraz wymianę świec… Kupiłam nowe opony, identyczne z obecnymi – Metzeler Tourance… Ufff… Wszystko robi zaprzyjaźniony serwisant, łącznie z zakupem części i materiałów. A ja? Ja tylko leję paliwo do baku (5 l/100km), czyszczę i smaruję łańcuch, czytam przewodniki i latam. Odkąd mnie pouczono, że Transalpa się nie myje, nawet to zajęcie zarzuciłam… W planach mam jednak naukę podstawowej obsługi, a to z bardzo prostego powodu: jeżdżę głównie sama i w razie jakiejkolwiek awarii muszę liczyć na siebie.

Mieszkam w terenie górzystym i takie też trasy pokonuję, różnice wzniesień i winkle. Często zalega na nich piasek… Liczne dziury w nawierzchni rekompensują jednak wspaniałe widoki na Kotlinę Kłodzką i otaczające pasma górskie. Poza tym, na Transalpie praktycznie nie odczuwa się nierówności, podczas jazdy ułożenie ciała jest jak najbardziej naturalne, kręgosłup nie męczy się. Można też jeździć na stojąco, co bardzo lubię… Ziemia Kłodzka nie samymi wybojami jednak stoi. Jest kilka odcinków wspaniale odnowionych za unijne pieniądze – nowy asfalt zachęca i kusi… Zjeździłam już większość dróg Ziemi Kłodzkiej wraz z czeskimi przyległościami i jeśli ktokolwiek mi powie, że latanie wokół komina jest nudne – uśmiechnę się tylko i nie skomentuję…

Kiedy mam wolne, średnio pokonuję dziennie 250 – 350 km. Najdłuższy odcinek przebyłam w drodze na zlot TCP, który miał miejsce w Podkampinosie. W jeden weekend przejechałam 1200 km. Jazda drogą szybkiego ruchu to nie to samo jednak, co boczne szlaki o małym natężeniu.

Transalp pozwala mi zjechać z asfaltu na szutry i piasek. Jedyne ograniczenie to moje umiejętności. Zaliczyłam już jedną glebę przy wyjeżdżaniu z parkingu – hamowanie przy skręconym kole, oraz dwa upadki w lesie – jeden po drugim – wpadłam w poślizg na błocie. Skończyło się na zwolnieniu lekarskim, ale zaowocowało znajomością z chirurgiem, który podczas mojej wizyty miał nogę w gipsie i poruszał się o kulach – po szlifie na Kawasaki Ninja.

W związku z motocyklem miałam też kilka śmiesznych przypadków. Raz sąsiedzi wzięli mnie za policjantkę (przez odblaskową kamizelkę) i kazali zająć się wyrostkami wyprowadzającymi psy na codzienną toaletę na pobliski trawnik. Innego razu ktoś poprosił mnie (miałam na głowie kask): „Czy mógłby PAN zrobić nam zdjęcie?” Większość ludzi nadal reaguje zdziwieniem na widok kobiety na motocyklu, zwłaszcza na innym niż czarny, z chromami…

Zwiedzanie pięknych miejsc i odkrywanie najbliższej okolicy nawet, poznawanie wspaniałych ludzi i sama jazda wśród gór i lasów wielokrotnie rekompensuje wydatki ponoszone na paliwo i utrzymanie motocykla. Nie kupuję wszystkich oryginalnych części, polegam w większości na zamiennikach. Szukam wśród znajomych na forum lub w Internecie. TCP jako klub ma również kartę rabatową w jednym z wrocławskich sklepów, korzystam z tego.

Mój Transalp otworzył przede mną nie tylko nieosiągalne dotychczas szlaki, ale też umysł na różnorakie doznania. Stał się inspiracją do wielu działań. Nie tylko jeżdżę na motocyklu. Dzięki niemu więcej czytam, piszę, słucham i oglądam… Nie chcę, żeby zabrzmiało to patetycznie, ale ten naprawdę wygodny i przyjazny dla ridera motocykl przywrócił zarzucone niegdyś marzenia… To, co w czasach zamkniętych granic, jako dziecko, podziwiałam w miesięczniku „Poznaj Świat” kupowanym przez mojego Tatę, jest teraz w zasięgu dwóch kółek…

Mam 38 lat, pracuję jako nauczycielka w liceum, mieszkam w małej miejscowości. Kiedy jadę główną ulicą jedni pukają się na mój widok w głowę, inni zazdroszczą i mówią, że mam „fajnie”, niektórzy podziwiają za to, że się „odważyłam na stare lata”. A ja siedzę w domu, wertuję mapy i atlasy, surfuję po Internecie, odliczam czas do wakacji i tak sobie myślę, że bardzo niechętnie, bo przecież tak długo się wzbraniałam przed tym, ale jednak muszę przyznać rację kolegom – Transalp rzeczywiście dał mi WOLNOŚĆ… Mogłabym powiedzieć, że życie zaczyna się po czterdziestce, ale do tego brakuje mi jeszcze… kilkudziesięciu tysięcy kilometrów:)


 

Foto: Blackgodiva&HENRY
www.blackgodivabis.blox.pl
Tekst: motormax.pl