Log in

Prawdziwy krążownik szos, niemal stukonny i ważący blisko 350 kg, potężny moment obrotowy (163Nm przy 3000 obr./min.), na premierze u progu XXI wieku okrzyknięty "ścigantem wśród cruiserów" - Honda VTX 1800 - to perełka na naszych drogach. A jeżeli w dodatku "dosiada" taki motocykl kobieta - to już w ogóle widok niemal egzotyczny. Wielce prawdopodobne, że Grażyna może być jedyną kobietą w naszym kraju, która ujarzmia VTX-a 1800.

13 miesięcy temu moje marzenie się urzeczywistniło i Honda VTX 1800 zamieszkała w moim garażu. Jednak pierwszy motocykl w moim życiu pojawił się 14 lat temu.

Zaczynałam od MZ ETZ 250, którą zwiedziłam chyba całą Polskę. Pięć lat wspólnych wypraw zaowocowało podstawowym doświadczeniem i pewnością, że motocykl to część mojego życia. Zaczęłam pracę i pojawiły się fundusze na nieco większy motocykl. Z Hondą Shadow 750 C2 wybrałam się już na podbój nieco dalszych miejsc. Poza odczuwalnymi czasami brakami mocy jeździło nam się bardzo dobrze razem przez 7 lat. Jednak w 2003 roku na zlocie w Zdyni zobaczyłam VTX 1800 i zakochałam się. Była to miłość nierealna, właściwie jak uczucie nastolatki do idola – nieosiągalna z uwagi na stan moich finansów. Ale zaczęłam marudzić, że ja tak bardzo chcę … Na pytanie o prezent przy różnych okazjach – odpowiadałam – motocykl za 80.000 zł. Ale czas leciał, używane motocykle taniały, dolar leciał na łeb na szyję … i tak właśnie w styczniu 2008 roku zostałam szczęśliwą posiadaczką wymarzonego motocykla rocznik 2002. Był po malutkim szlifie, ale na szczęście mój mąż potrafi zdziałać cuda. A nie jest to proste, biorąc pod uwagę chociażby moje pomysły na malowanie. Nareszcie pod koniec kwietnia motocykl był gotowy do pierwszej przejażdżki. Nie zmieniałam w nim wiele – przede wszystkim malowanie i sakwy (na moje pakowne, bo przecież musi się w nich wiele zmieścić) oraz wyrzuciłam szybę. Motocykl posiadał trochę dodatków Kurykana (nakładek wizualnych), ale są one właściwie nierzucające się w oczy – takie ze smakiem. Nie podobają mi się motocykle choinki, szyby i gmole. A co do bezpieczeństwa przy tych ostatnich – to zdania są podzielone.

Byliśmy gotowi do pierwszej jazdy. Niestety, przez poprzednie trzy miesiące większość znajomych tłukła mi do głowy, że ten motocykl jest dla mnie za duży, za ciężki (350kg), za mocny – no po prostu „za”… A ja prawie im uwierzyłam. Wsiadłam, wyjechałam przed garaż, twarz miałam białą, minę przerażoną. Tomek żałował, że nie ma aparatu, aby to uwiecznić. Te pierwsze 20 mil było dużym wyzwaniem. U kolegi na podwórku zawracałam, jakby to był TIR, a nie motocykl, ręka od sprzęgła bolała, a w głowie kotłowały się myśli, że może jednak wszyscy mieli rację. Następnego dnia trasa ponad 100 mil i zaczęłam mieć wrażenie, że kobieca intuicja i serce mnie nie zawiodły – ten motocykl jest jednak dla mnie. Kolejne wyjazdy upewniły mnie w tym przekonaniu. Myślę, że doświadczenie było tu bardzo pomocne. Przy prowadzeniu, a przede wszystkim parkowaniu tego motocykla, trzeba jednak popracować głową. Nie można wjechać byle gdzie, bo jest za ciężki, żeby go np. wypychać tyłem pod górkę, nie można parkować na zbyt pochylonym terenie, bo jest problem z postawieniem go do pionu. Ale przy zachowaniu odrobiny zdrowego rozsądku jazda nim to sama przyjemność, świetnie wchodzi w zakręty, nawet obładowany i z pasażerem, właściwie przy każdej prędkości po dodaniu gazu czuje się, że on na to reaguje, a nie zaczyna się zastanawiać, czy ja nie żartuję.

Pierwszy raz tak naprawdę zdałam sobie sprawę z jego mocy kilka tygodni po pierwszej jeździe. Stałam na światłach przed kolumną samochodów, wskoczyło zielone, ruszyłam. 500 metrów dalej za lekkim zakrętem były kolejne światła – oczywiście czerwone. Hamuję, jednocześnie patrząc kontrolnie w lusterko, czy ktoś nie trzyma się mnie za blisko, a tam pusto… nikogo nie ma. Urlop spędziłam oczywiście na motocyklu. W dwa tygodnie przejechałam z bagażem i pasażerem 5000 km, a motocykl ani razu nie dostał zadyszki, żadnych awarii, problemów. W ciągu sezonu 3 razy zmieniłam olej (a właściwie zrobił to mój mąż – Tomek), świece i opony. Razem z Tomkiem zmieniałam olej w lagach. W ogóle staram się mu pomagać, gdy coś robi przy moim motocyklu. Stosuję polecane przez producenta oleje, świece, opony. Jestem bardzo zadowolona z wyboru właśnie tego motocykla, jest dla mnie idealny, chociaż ma jedną maleńką wadę – spalanie. Przy delikatnej, spokojnej jeździe potrafi zejść ciut poniżej 7l/ 100 km, ale potrafi też wyżłopać 8,5, gdy jadę z pasażerem z prędkością powyżej 150 km/h. Gdyby jednak nie miał żadnych wad, byłby nierzeczywisty. W sezonie 2008 przejechałam na VTX ponad 10.000 mil. Sprawdził się rewelacyjnie w każdej sytuacji. Były to długie trasy – jak ta wakacyjne, ale i krótkie – do pracy i z powrotem. Motocykl jest dla mnie nie tyle środkiem transportu, co remedium na wszelkie zło. Jeżeli tylko mogę to wsiadam i jadę „w siną dal”.

Kiedyś rozmawiałam z przyjaciółką i jej koleżanką o grze w LOTTO. Magda stwierdziła, że jak wygra, to kupi Ani wymarzony samochód, miałam być świadkiem tych słów. I już chciałam powiedzieć: OK, ale dla mnie proszę o wymarzony motocykl i uzmysłowiłam sobie, że ja go już mam. I zrobiło mi się tak fajnie …"

Grażyna

 





Foto: zdjęcia prywatne bohaterki
Tekst: motormax.pl