Log in

Moje czerwone oczko w głowie, czyli Ducati Supersport 750. Klekoczący warkot silnika, jaki zapewnia silnik L-Twin 90, ręcznie spawana ze stalowych rur kratownicowa rama, kontrowersyjny wygląd z opływowym kształtem nadwozia, spartańskie sprzęgło na ciężkiego buta - inność a zarazem prostota - to nie minusy, jak niektórym mogłoby się wydawać, a walory, od których zapiera mi dech.

Czym skorupka za młodu... Swoim bakcylem do włoskich jednośladów zaraził mnie mój ojciec, który jest miłośnikiem podłużnych twin'ów Moto Guzzi. Wspólne wyjazdy na jego ,,Gutku" V65 zaszczepiły we mnie zamiłowanie do włoskiego charyzmatycznego stylu, z przyłożeniem dużej wagi na tradycje w konstrukcji tych motocykli. O ukierunkowaniu w toku myślenia zaważyła chwila, gdy zobaczyłam w czasopiśmie nowego, dziś już kultowego Ducati 916 i tak to się zaczęło...

Prawo jazdy kategorii A zrobiłam tak szybko, jak tylko było to możliwe, wcześniej nie obyło się bez karty motorowerowej. Po zdaniu prawa jazdy, przejeździłam sezon na Mz Etz 150, później GS 500 E. W końcu myślenie o włoszczyźnie sięgnęło swojego zenitu. Żeby nie było, że ,,klapki na oczach", przez długi czas przeglądałam wszystkie motocykle - japońskie i niemieckie, rozmawiałam ze znajomymi, jaki model wybrać. Wszystkie miały jakieś zalety, ale czegoś brakowało. Decydujący wpływ miała rozmowa z jedną osobą, gdy powiedziała ,, jest wiele motocykli, jak wiele charakterów, jeśli w sercu masz desmo, nie zastanawiaj się i kup to o czym zawsze marzyłaś".

Najpierw miał być Monster 620 i takowego zamierzałam kupić, ale gdy zobaczyłam Supersport'a, mimo, że tylko przez ekran monitora, od razu ścisnął mnie za serce. Zaczęłam szukać o nim jak najwięcej informacji i okazało się, że to motocykl wprost dla mnie. Po długim czasie znalazłam ogłoszenie dokładnie z moim egzemplarzem. Przed kupnem mojego SS'a nigdy wcześniej nie było mi dane zobaczyć go na żywo, usiąść, przetestować. Wszystkiego dowiadywałam się od innych użytkowników, bądź z artykułów. Postanowiłam, że kupuje. Pojechaliśmy. Kiedy sprzedawca wyprowadził go z garażu i zobaczyłam tą krwistą czerwień - od razu wiedziałam, że będzie mój. Tak się stało i już w dniu kupna przejechaliśmy 200 km. Nie obyło się bez niespodzianek, 100 km przed domem złapała nas burza z gigantyczną ulewą i silnym wiatrem.

Dużo osób dziwi się, że postanowiłam jeździć na Ducati - awaryjność, trudności w prowadzeniu, skąpym dostępem do części i… w ogóle włoskie tylko jedzenie jest dobre ;) A pracując we włoskiej restauracji stwierdzam, że potrawy, rzeczywiście są pyszne, ale nie mają wyłączności na miód podniebienia.

Ducati Supersport 750 ma bardzo imponujący odgłos pracy silnika, ale cichszy od moich wcześniejszych wyobrażeń. Natomiast po przeróbce oryginalnych wydechów Remus'ów dopiero wydobywa się piękna dudniąca muzyka i dzięki temu wzrosło kilka KM więcej. Niestety, 750-tka nie została obdarowana suchym sprzęgłem, nad czym ubolewam. Pierwsza próba jazdy. Ostre jak brzytwa hamulce Brembo znkomicie czują się w stalowym oplocie. Pierwszy bieg, odgłos ,,klank" i jedziemy. Delikatne dodanie gazu, charakterystyczny dźwięk pożerania zasysanego powietrza przez wloty filtra powietrza. Do 2500 obr/min da się odczuć każdy suw pracy silnika, oznaki szarpania, natomiast powyżej tej granicy zaczyna się zabawa przy oddawaniu mocy już od dolnego zakresu i tak czerpie się przyjemność z jazdy do 7500 obr/min. Odcięcie wtrysku paliwa następuje przy około 9000 obr/min, choć już po przekroczeniu 8500 nie zaskakuje mocą. Przy 64 KM motocykl śmiało rozpędza się do 210 km przy 5-cio stopniowej skrzyni biegów- tak, tak motocykl sportowy zubożony o 1 stopień, może to wydawać się dziwnym rozwiązaniem, ale nie zapominajmy, że silnik desmodromiczny zapewnia duże wykorzystanie mocy w dolnym zakresie obrotów, co jest jego największą zaletą i frajdą podczas jazdy. Chłodzenie silnika - powietrzem i olejem. SS nie lubi zatłoczonych ulic i wysokich temperatur, wtedy igła temperatury oleju potrafi chwiać się na około 75 %, chociaż nie powinien dosięgnąć czerwonego pola przy sprawnie działającym motocyklu. Dla spokojnej głowy lepiej omijać wielkie parady motocyklowe. Sztywne zawieszenie up-side-down dają się we znaki na naszych dziurawych drogach, chyba chłopaki z Bolonii nie przewidzieli, że takowe jeszcze istnieją;) Wysoko umieszczone twarde siodło ( 812mm) przy niskim ułożeniu rączek kierownicy, zmusza do pozycji pochylonej, szczególnie przy moim wzroście 162 cm daje się to odczuć. Po przejechaniu wielu kilometrów, motocykl przypomina nam, że nie jest dalekobieżnym turystą, dlatego do bólu nadgarstków i pleców trzeba się przyzwyczaić. Alternatywą okazuje się utrzymanie ugiętych kolan do świetnie wyprofilowanego 16 litrowego baku, przez co siła przenoszona jest na dolną część brzucha opierającego się na wbudowany tankpad zbiornika, nadgarstki mogą wtedy odpocząć. Jazdę umilić może świetnie zakrywająca kierowcę owiewka, ochraniająca przed pędem powietrza. Jazda z pasażerem? Wygląd motocykla przypomina styl sportowo - turystyczny, natomiast w praktyce wielka kanapa z zamontowaną rączką dla pasażera, jest wręcz bezużyteczna, przez co udogodnienia są wprost minimalne, a wysoko usadowiona pozycja nie powinna zaskakiwać ze względu na sportowy charakter maszyny. Spalanie motocykla w trasie jest wprost idealne, 5-6 l / 100 km. W mieście nie liczę, tylko zalewam i jadę.

Dziś, jako posiadaczka tej marki, gdzie spędziliśmy razem 10 tys. km, przyznam, że Ducati wymaga poświęceń, trzeba przestrzegać serwisowych terminów, używać oryginalnych części i jeśli niebagatelnie do tego podchodzimy - Ducat jest prawie bezawaryjny. Piszę "prawie", ponieważ sterowane hydraulicznie sprzęgło jest, niestety, piętą achillesową. Mnie osobiście nie przeszkadza używanie większej siły przy zmianie biegów, ale dla wrażliwych może to być uciążliwe. I jeszcze wymaga częstego serwisowania. Generalnie, mając kilka imbusów przy sobie plus trochę wiedzy, serwis podstawowy można wykonać nawet w trasie. Przy zwolnieniu gumowego zaczepu i ściągnięciu kanapy, bak unosimy jak maskę samochodu, gdzie z łatwością wymienimy filtr powietrza czy akumulator. Tak naprawdę są tylko dwa porządne serwisy w Polsce, dlatego staram się jak najwięcej robić sama - z własnej wilczej ciekawości oraz dla oszczędności kieszeni (lepiej wydać na ciekawą podróż). Motocykl cały czas mnie zaskakuje i to jest rewelacyjne uczucie.

Z dostępem części rzeczywiście nie jest za ciekawie, ale jeśli wiadomo gdzie szukać, można czekać cierpliwie nawet tygodniami, by z uśmiechem na twarzy powitać w drzwiach listonosza. Zdarza się tak, że mimo długiego oczekiwania, po otwarciu paczki okazuje się, że części nie pasują do mojego modelu-często nie z winy dostawcy, a błędów w katalogach. Ze względu na rzadkość Ducati SS 750 z 1999 roku na polskich drogach, daje się zauważyć braki i gorsze traktowanie poprzez firmy akcesoryjne. No cóż, SS'ów jest więcej niż suma dostarczanych części. Czym zatem jest Ducati SS 750 i dlaczego pasuje do sportowego łańcucha pokarmowego, skoro z innymi 750 nie ma co konkurować? Jeśli chodzi o przyrównanie go z innym motocyklem, można śmiało powalczyć z Suzuki SV 650, bo z innymi 750-tkami nie ma szans.

Wybrałam ten model dlatego, że zawsze fascynowały mnie L-twin'y o charakterze sportowym (dlatego SS wygrał w wyborze z Monsterem), ciekawość wrażeń jakie daje Desmo odkręcając manetkę - jest świetną zabawą, tańszą w zakupie od swoich braci superbike'ów. Mimo małej ilości koni uczy charyzmatycznego stylu jazdy. Fakt - motocykl wymaga większego dopieszczenia niż inne marki, ale czyż nie jest cudownym zjawiskiem? : )

 

 

Foto: zdjęcia prywatne bohaterki
Tekst: motormax.pl