Log in

Od czegoś  trzeba zacząć...  
Piszę  o  motocyklach, o jeżdżeniu, ale czytam także o różnych wyprawach i nasuwają mi się pewne wnioski. Nie rozumiem dlaczego przyjęło się w naszym pięknym kraju, że cenione są podróże i podróżnicy, ale zagraniczne. Najlepiej to od razu do Ameryki (nie ubliżając nikomu) i wtedy jest się zdobywcą. Albo wsiąść w samolot i polecieć na dwutygodniowe wakacje do Hiszpanii „all inclusive”. A jak już ktoś zmuszony jest podróżować samotnie motocyklem czy rowerem to nie rozdrabniać się na polskie wyprawy, tylko uderzyć z grubej rury... wycieczka po Azji, Afryce, Australii albo najlepiej od razu dookoła świata.

Ja oczywiście robię wszystko inaczej. W tym momencie (nadal jest jesień 2009 roku) nazwałabym się początkującą motocyklistką  podróżniczką (raczkującą, to byłam przed wyprawą w Polskę). Owszem, na przyszłe wakacje również planuję zagraniczny wypad, ale nie wstydzę się tego, że zwiedziłam Polskę. Będę o tym mówić, bo jest o czym opowiadać. I właśnie chcę z Wami podzielić się takimi wyjazdami. Żebyście zobaczyli, że można samej i małymi krokami zdobywać coraz większe obszary świata...


Podczas podróży  nie raz spotkałam zagranicznych turystów (i nie mam tu na myśli niemieckich kuracjuszy emerytów z Kołobrzegu). Byli to motocykliści, podróżnicy camperami, rowerzyści i inni. Oni przyjechali z innych państw do Polski, bo najwyraźniej gdzieś wyczytali, że tu jest ciekawie. W końcu leżymy w centrum Europy. Może jednak nie wszystkie mapy, które można kupić na zachodzie są przekłamane, że granica z Niemcami jest tuż za Kołobrzegiem? Myślę, że musi być jakaś przyczyna tego, że ludzie wolą jeździć za granicę. Może im po prostu znudziło się już w kraju? Ja mam jednak inne podejście. Lubię zwiedzać Polskę... ba nawet lubię wracać w te same miejsca i wspominać stare czasy w nowej oprawie. Każde odwiedzone miejsce, czy to dalej, czy bliżej zawsze wiąże z jakąś historią, która się tam wydarzyła a także z ludźmi, którzy byli ze mną na miejscu. Nie mam tu na myśli cyklicznych imprez typu zloty, gdzie co roku można spotkać te same osoby, czy wybrać się z tą samą ekipą. Mówię o wspólnych podróżach, obozach, wyprawach, które na dobrą sprawę nigdy się nie powtórzą...  

Mam jeszcze dużo czasu, żeby przygotować się do kolejnej dalszej wyprawy. Wiem jedno...no właśnie... nie wiem gdzie pojadę i nie wiem z kim pojadę. Na pewno nie chcę jechać w taką podróż całkiem sama. Zwariowałabym bez ludzi... przekonałam się o tym nie raz. Zawsze, gdy chcę uskutecznić moje słynne powiedzenie „dajcie wy mi wszyscy święty spokój”, nic z tego nie wychodzi...

Tym razem postanowiłam wybrać się samotnie nad morze. Lubię  siedzieć na plaży, czy na tym molo w Unieściu.  Pewnie jeszcze nie raz o tym Wam przypomnę. Pojechałam do Mielna... chciałam odpocząć, posiedzieć, „pogapić się” na morze. Czasem tak jest, że człowiek chce po prostu oderwać się od całego zabieganego życia, od problemów. Jeden pójdzie i zapali papierosa, inny zje kolejnego batonika. Ja mam trochę większe wymagania. Zatrzymałam się jak zwykle przy zejściu na plażę między Meduzą a Florynem. Moja samotna podróż nie trwała jednak długo... Zza płotu wychyliło się dwóch gości z krzykiem... „ooo wreszcie ktoś normalny, dziewczyna i to jeszcze na motocyklu i na chopperze, choć tu do nas”. Szczerze mówiąc nie wiedziałam w tamtym momencie czy się śmiać czy płakać. Pomyślałam tylko... kolejna próba samotnie spędzonego dnia skończyła się fiaskiem. Oczywiście, że nie byłabym sobą, gdybym do nich nie podeszła. Zapytałam tylko na wstępie czy wypiję u nich kawę. No i w efekcie okazało się, że piłam jedną z najlepszych kaw tego sezonu. Oprócz tego poznałam niesamowitych ludzi. Nowi znajomi, nowe środowisko, nie byłam wprawdzie sama, ale udało mi się zapomnieć o problemach. W końcu po to przyjechałam nad morze „samotnie”. W efekcie spędziliśmy ponad dwie godziny. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Jedni popijali kawę inni piwo. Podoba mi się to, że w pewnych kręgach zanikają bariery wiekowe. Spędziłam czas z ludźmi, którzy na dobrą sprawę byli w wieku moich rodziców. Może nawet starsi? Mimo wszystko, rozmawialiśmy na luzie, byliśmy ze sobą na „ty” i nikt nie czuł się z tego powodu urażony. W takich momentach zastanawiam się, jak ja zachowywać się będę około pięćdziesiątki. Czy nadal będę taka otwarta? Zdecydowanie bym chciała.

Umówiliśmy się na wieczór, dwóch bluesmenów miało grać koncert. Ruszyłam dalej naładowana pozytywną energią. Wiedziałam jedno. Jak długo będę jechać, tak długo spędzę czas sama ze sobą. Pojechałam więc na około, przez Łazy. Tak przyjemnie jak wtedy, chyba jeszcze nie jeździłam. Przede wszystkim rozwaliłam się na spacerówach. Uśmiechałam się do wszystkich napotkanych ludzi. Czy to pieszo, czy autami. Witałam się ze wszystkimi motocyklistami po drodze i nie drażniło mnie to, że ktoś tam na ścigaczu nie odmachał. Lubię jeździć z Mielna do Łazów. Tyle razy pokonywałam tą trasę... nawet kiedyś dostałam mandat. Przejazd tamtędy wywołuje u mnie tyle wspomnień...

Dalej z Łazów do Koszalina. Na trasie był mały ruch. Pogoda piękna, ale połowa tygodnia, więc turystów brak. Jechałam dokładnie środkiem drogi. Czułam się niczym bohaterowie Easy Ridera (...no może z innym zakończeniem). Ja sama (...no z motórem), uśmiech nieznikający z twarzy, ulubiona trasa, pusta droga i te zakręty na Gdańskiej...

Żyć nie umierać!



Tekst i zdjęcia: Karolina